Bierzesz do ręki tę książkę i wiesz, że nie masz do czynienia ze zwykłą książeczką dla dzieci. To zdecydowanie coś więcej. Niesamowite jest to, że pod opuszkami palców, delikatnie muskającymi solidną, przygotowaną na dziesięciolecia czytania i wertowania okładką, wyczuwasz jej niezwykły charakter.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Znak. Pokaż wszystkie posty
21 marca
02 sierpnia
"Opowieść podręcznej" Margaret Atwood
Po przeczytaniu "Grace i Grace" Margaret Atwood, od razu wiedziałam, że sięgnę po "Powieść podręcznej" tejże autorki, o której ostatnio dość sporo się słyszy, między innymi za sprawą popularnej ekranizacji, ale także ze względu na poruszane w książce tematy. Są przerażająco aktualne.
10 lipca
"Miłość made in China" Dorian Malovic
Co tak naprawdę wiemy o kraju, którego produkty nieustannie zalewają rynek światowy? Co wiemy o ludziach, którzy tam żyją? Jak wygląda ich świat, a przede wszystkim - jak wygląda ich życie uczuciowe? Tę kwestię próbuje nam przybliżyć ceniony francuski dziennikarz, znawca Chin.
06 listopada
178. Klub Książkowy Ignasia i Jeremiego | "Charlie i fabryka czekolady" Roald Dahl
„Charlie i fabryka czekolady”
Roald Dahl
Wydawnictwo Znak emotikon
2017
254 strony
„Wszystko jest tutaj jadalne, łącznie ze mną. Ale to nazywa się kanibalizmem, drogie dzieci, i spotyka się z dezaprobatą w większości społeczeństw.”
Roald Dahl jest jednym z najpopularniejszych pisarzy literatury dziecięcej na świecie, jego powieści tłumaczone są na różne języki, a ich ekranizacje cieszą się przeogromną popularnością. Stworzył wiele fantastycznych, wyjątkowych historii, które zachwycają do dziś, mimo, że od ich powstania minęło kilkadziesiąt lat są nadal aktualne i nie tracą nic ze swej wartości.
Charlie Bucket to chłopiec, który mieszka w małym, drewnianym domku na obrzeżach dużego miasta. Razem z nim mieszkają jego rodzice oraz dziadkowie. Niestety nie powodzi im się dobrze, cierpią biedę, niedostatek, a czasami nawet głód, jednak bardzo się szanują i dbają o siebie. Niespodziewanie Willy Wonka, genialny właściciel ogromnej fabryki czekolady ogłasza, że wpuści do swojej zamkniętej do tej pory dla zwiedzających, fabryki piątkę dzieci, a jednym ze szczęśliwców jest właśnie Charlie.
Nie ukrywam, że, czytając książkę dzieciom - sama miałam z tego nie mniej frajdy, co oni. Poznawanie losów głównego bohatera, a następnie wędrówka po absolutnie fenomenalnej, pełnej zaskakujących wydarzeń, niezwykłej fabryce Willy’ego Wonki to wspaniałe przeżycie nawet dla osoby dorosłej, za którą się już od dawna uważam. Czego tutaj nie ma! Małe ludziki pracujące niczym mrówki przy produkcji słodyczy, rzeka z płynnej czekolady, guma do żucia o smaku trzydaniowego obiadu i wiele, wiele innych rzeczy, stworzonych przez niczym nieskrępowaną wyobraźnię autora. Ta książka to prawdziwa gratka dla każdego dziecka, ale także dla tych, którzy lubią słodycze, czekoladę i cukierki. W tym całym bogactwie zaskakujących rzeczy są dzieła śmieszne, kompletnie odrealnione i nierzeczywiste, a jednak zawsze można pomarzyć, że istnieją one naprawdę, że można je nawet samemu skosztować. Kogo nie skusi taka gama smaków, aromatów i barw, dostępna, chociażby tylko w naszej wyobraźni?
Ważnym elementem samej powieści, tuż obok jej niezwykłej, upstrzonej cukrem fabuły jest oczywiście sam przekaz. Książka stworzona została kilkadziesiąt lat temu, a jednak podczas lektury nie można tego odczuć, nie można też oprzeć się wrażeniu, że równie dobrze mogłaby być napisana w dzisiejszych czasach. Oprócz Charliego w książce występuje jeszcze czwórka dzieci, podobnych im można spotkać na każdym kroku – dzieci zapatrzone w brutalny świat telewizji, rozpieszczane, niegrzeczne czy łakome. Co ciekawe, za każdym z tych dzieci w książce stoją ich rodzice, a nieodpowiednie zachowania zawsze spotyka kara lub nauczka. Jedynie Charlie, skromny, biedny chłopiec wyróżnia się wśród nich, ale czy przy ekscentrycznym producencie czekolady można być pewnym swego losu?
Chciałabym także wspomnieć o wydaniu, które w naszym przypadku oznaczone jest jako „lektura z opracowaniem”. Przyznam, że zamawiając nie do końca byłam przekonana co do takiego „ułatwienia”, jednak okazało się, że publikacja jest w twardej oprawie (starczy na lata), ma cudne ilustracje Quentina Blake’a i w środku znajdziemy kilka ciekawostek i wskazówek, jak czytać powieść, by jak najlepiej ją zrozumieć i zapamiętać oraz informacje, na co zwracać uwagę. Pod koniec dołączono również kilka stron poświęconych samemu Roaldowi Dahlowi.
Jeśli więc nie mieliście jeszcze tej przyjemności i nie czytaliście „Charlie i fabryka czekolady” to serdecznie zachęcam, niezależnie od tego ile macie lat i czy w najbliższym czasie owa książka nie będzie Waszą lekturą. Warto ją poznać i razem z Charliem przemierzyć labirynty najbardziej niezwykłej fabryki czekolady jaką możemy sobie wyobrazić.
24 października
171. Klub Książkowy Ignasia i Jeremiego - "Kevin sam w domu" i "O niezwykłym chłopcu, który pożerał książki"
Nasza ostatnia wyprawa do biblioteki zakończyła się pomyślnie - przynieśliśmy ze sobą do domu kilka ciekawych tytułów, w tym jeden dość zaskakujący, a mianowicie: "Kevin sam w domu", książka, która powstała na bazie kultowego już filmu oraz krótka historyjka o przyjemności czytania czyli "O niezwykłym chłopcu, który pożerał książki".
"Kevin sam w domu"
Wydawnictwo Znak
rok wydania:
2015
liczba stron:
48
"Następnego ranka w domu było bardzo, bardzo cicho.
Nikt nie krzyczał. Nikt nie biegał w kółko.
Nikt nie poganiał Kevina, żeby się pośpieszył i zjadł śniadanie.Nikogo nie było w domu.
Kevin w końcu zrozumiał, co się stało.
- Sprawiłem, że moja rodzina zniknęła!"
Mały Kevin McCallister ma już serdecznie dość swojej rodziny, marzy o tym, by zostać sam w domu, bez mamy, taty i nieznośnego rodzeństwa. Nieopatrznie wypowiedziane życzenie spełnia się i chłopiec, ku swej początkowej radości, staje się panem domu. Okazuje się jednak, że grozi mu niebezpieczeństwo, musi więc liczyć na swój nietuzinkowy spryt i kreatywność godną ośmiolatka, by ochronić siebie i swój dom.
"Kevin sam w domu" to już swoisty element naszej narodowej tradycji przedświątecznej, czy go lubimy, czy nie. Na podstawie scenariusza powstała książka dla młodych czytelników z pełnymi uroku ilustracjami Kim Smith, która pięknie odtworzyła opowiadaną historię, ale także wyczarowała miłe dla oka, przykuwające uwagę obrazki. To zdecydowanie odpowiednia oprawa książki, jej niewątpliwie dobra strona. Dla tych dzieci, które znają filmowy pierwowzór to na pewno spora gratka. Wizualnie całość prezentuje się znakomicie - czcionka duża, wyrazista, dynamicznie rozmieszczona, dzięki czemu czyta się naprawdę dobrze, nawet, jeśli nasz malec dopiero uczy się czytać.
Z lektury płynie także dosyć jasny i wyraźny przekaz, który dziecko z pewnością zrozumie - w gniewie mówimy czasami słowa, których tak naprawdę nie chcemy powiedzieć, albo też nie znamy ich konsekwencji. Dla młodego czytelnika może to być wyraźna wskazówka, pokazująca do czego czasami doprowadzić mogą nasze pochopnie wypowiedziane życzenia. Na szczęście, podobnie jak w filmie, wszystko dobrze się kończy, a nasz główny bohater ratuje się z opresji i godzi się ze swoją rodziną.
Myślę, że "Kevin sam w domu" to ciekawa, pięknie zilustrowana i prosto opowiedziana historia, która sprawdzi się zwłaszcza w okresie przedświątecznym, ale nie tylko. Dzięki książce można wracać do tej opowieści wiele razy, a także odkrywać ją na nowo, w odpowiedniej dla dziecka formie i treści. Świetnie nadaje się dla pięcio- lub sześciolatków.
Z lektury płynie także dosyć jasny i wyraźny przekaz, który dziecko z pewnością zrozumie - w gniewie mówimy czasami słowa, których tak naprawdę nie chcemy powiedzieć, albo też nie znamy ich konsekwencji. Dla młodego czytelnika może to być wyraźna wskazówka, pokazująca do czego czasami doprowadzić mogą nasze pochopnie wypowiedziane życzenia. Na szczęście, podobnie jak w filmie, wszystko dobrze się kończy, a nasz główny bohater ratuje się z opresji i godzi się ze swoją rodziną.
Myślę, że "Kevin sam w domu" to ciekawa, pięknie zilustrowana i prosto opowiedziana historia, która sprawdzi się zwłaszcza w okresie przedświątecznym, ale nie tylko. Dzięki książce można wracać do tej opowieści wiele razy, a także odkrywać ją na nowo, w odpowiedniej dla dziecka formie i treści. Świetnie nadaje się dla pięcio- lub sześciolatków.
Kolejną książką, która zwróciła naszą uwagę była:
"O niezwykłym chłopcu, który pożerał książki"
Oliver Jeffers
Wydawnictwo Format
rok wydania:
2017
liczba stron:
40
"Upłynęło trochę czasu. W końcu Henio niemal przez przypadek podniósł z podłogi mocno nadgryzioną książkę. Ale zamiast wepchnąć ją sobie do buzi... otworzył... i zaczął czytać.
I było suuuper."
Henio bardzo lubi książki... jeść. Pewnego dnia, zupełnie przez przypadek odkrył, że może połykać słowo, zdanie, stronę, a następnie całe tomy, a dzięki temu staje się mądrzejszy. Zapalczywie pożerał kolejne tytuły i stawał się z każdym dniem coraz mądrzejszy, do czasu, gdy z tego nadmiaru i szybkiego jedzenia poczuł się źle. Pochłanianie książek skończyło się niestrawnością, a Henio odkrył, że lepiej jest czytać książki niż jej jeść.
"O niezwykłym chłopcu, który pożerał książki" to tytuł, który bardzo szybko przykuł naszą uwagę, nie tylko ze względu na nazwę, ale także piękne wydanie - twarda oprawa, duży format, a w środku cudne, jakby dziecinne nieco ilustracje, w tle zaś przebitki starych wydruków, fragmentów encyklopedii. Idealne dopracowanie każdego szczegółu to coś, co podoba się rodzicowi, ale przede wszystkim wpływa na dziecko, sprawia, że po książeczkę chętniej sięgają drobne łapki ;)
Sam przekaz także jest jak najbardziej odpowiedni - jest to zabawna powiastka z morałem, z którego dowiadujemy się, że warto czytać książki, warto zaznajomić się z dostępną w nich wiedzą i informacjami, by pewnego dnia stać się kimś naprawdę mądrym, a czytanie książek jest prawdziwą, ogromnie wartościową przyjemnością. Mnie to przekonało i mam nadzieję, ze mojego syna również :)
Książeczka napisana jest prostym, zrozumiałym językiem, swobodnym i przystępnym dla młodego czytelnika, zdania są także rozmieszczone w taki sposób, że nasz wzrok szybko prześlizguje się po stronach, gdzie rozsiane są fragmenty zdań, krótkie wpisy.
Z pewnym zaskoczeniem, ale także rozbawieniem odkryliśmy z Jeremim "nadgryzione" rogi ostatnich stron - co dowodzi, że dbałość o szczegóły jest tutaj niesamowicie istotna i nie bez znaczenia dla starszych lub młodszych odbiorców.
03 lutego
109. "Wiersze wybrane" Emily Dickinson
Emily Dickinson odeszła z tego świata w 1886 roku, pozostawiając za sobą 1775 wierszy, jedyne jej dziedzictwo, które trwale i mocno wpisało się w kanon poezji nie tylko amerykańskiej, ale także światowej.Jej nowatorskie, oryginalne i niedoceniane za życia dzieła stały się inspiracją dla wielu kolejnych pokoleń i źródłem zachwytu dla jej czytelników.
Tak naprawdę wiele o niej nie wiemy, do końca życia pozostała niezamężna i bezdzietna, prawie nie opuszczała rodzinnego miasteczka, a w ostatnich latach stała się prawdziwą samotnicą, dając powód do plotek i niepokojów znajomych, gdy nie wychodziła ze swojej sypialni i ograniczała kontakty towarzyskie. Co takiego więc wydarzyło się w jej życiu, że tak bardzo odseparowała się od innych ludzi i stworzyła te piękne, poruszające utwory?
Wydane przez Znak "Wiersze wybrane" to znakomicie przełożone przez Stanisława Barańczaka dzieła Emily Dickinson, przykłady jej niezwykłej spostrzegawczości, talentu i egzystencjalnych rozważań. Ujmują pozorną prostotą, krótką formą, która w niewielu słowach zawiera mocny i dogłębny przekaz. Utwory mówią zarówno o życiu codziennym, zwykłych zdarzeniach, które ledwo rejestrujemy lub wcale ich nie dostrzegamy, gdy tak bardzo zaabsorbowani jesteśmy bardziej "poważnymi" rzeczami.Autorka często zderza je z metafizycznymi rozważaniami, z myślami o bólu, samotności i śmierci. Jej zwięzłe, konkretne formy są trafne i dowodzą tego, że w małej treści zamykała dużą formę:
"Słowo umiera-
(Głosi opinia)-
Ledwie z ust wyjdzie.
Skądże- dopiero
wtedy zaczyna
Żyć - w tej sekundzie."
Emily Dickinson, w czasach, gdy poezja musiała być wyszukana, pełna ozdobników, wyrafinowanych zwrotów i często rozciągniętych myśli, dowiodła, że można pisać prosto, jakby urywanymi zdaniami, pełnymi niedopowiedzeń, przerywników i ciszy, i trafiać do serca odbiorcy. Przez tą skromność słowa wiersze cechuje pewna symbolika, niejednoznaczność kryjąca się w interpretacji.Dowodzi tego, że czasami faktycznie mniej, może znaczyć więcej i lepiej.
Na uwagę przy tym wydaniu wierszy Emily Dickinson zasługuje, oprócz cudownej oprawy i możliwości przeczytania utworów również w oryginale, wspaniałe i mądre tłumaczenie Stanisława Barańczaka, poety i krytyka literackiego.Przekłady tego typu dzieł są niezwykle trudne, tak, by uchwycić ich sens, piękno języka i kunszt autora, dla mnie więc jest to świetna praca jednego z naszych najznakomitszych pisarzy ostatnich dekad.
Tak naprawdę wiele o niej nie wiemy, do końca życia pozostała niezamężna i bezdzietna, prawie nie opuszczała rodzinnego miasteczka, a w ostatnich latach stała się prawdziwą samotnicą, dając powód do plotek i niepokojów znajomych, gdy nie wychodziła ze swojej sypialni i ograniczała kontakty towarzyskie. Co takiego więc wydarzyło się w jej życiu, że tak bardzo odseparowała się od innych ludzi i stworzyła te piękne, poruszające utwory?
Wydane przez Znak "Wiersze wybrane" to znakomicie przełożone przez Stanisława Barańczaka dzieła Emily Dickinson, przykłady jej niezwykłej spostrzegawczości, talentu i egzystencjalnych rozważań. Ujmują pozorną prostotą, krótką formą, która w niewielu słowach zawiera mocny i dogłębny przekaz. Utwory mówią zarówno o życiu codziennym, zwykłych zdarzeniach, które ledwo rejestrujemy lub wcale ich nie dostrzegamy, gdy tak bardzo zaabsorbowani jesteśmy bardziej "poważnymi" rzeczami.Autorka często zderza je z metafizycznymi rozważaniami, z myślami o bólu, samotności i śmierci. Jej zwięzłe, konkretne formy są trafne i dowodzą tego, że w małej treści zamykała dużą formę:
"Słowo umiera-
(Głosi opinia)-
Ledwie z ust wyjdzie.
Skądże- dopiero
wtedy zaczyna
Żyć - w tej sekundzie."
Emily Dickinson, w czasach, gdy poezja musiała być wyszukana, pełna ozdobników, wyrafinowanych zwrotów i często rozciągniętych myśli, dowiodła, że można pisać prosto, jakby urywanymi zdaniami, pełnymi niedopowiedzeń, przerywników i ciszy, i trafiać do serca odbiorcy. Przez tą skromność słowa wiersze cechuje pewna symbolika, niejednoznaczność kryjąca się w interpretacji.Dowodzi tego, że czasami faktycznie mniej, może znaczyć więcej i lepiej.
Na uwagę przy tym wydaniu wierszy Emily Dickinson zasługuje, oprócz cudownej oprawy i możliwości przeczytania utworów również w oryginale, wspaniałe i mądre tłumaczenie Stanisława Barańczaka, poety i krytyka literackiego.Przekłady tego typu dzieł są niezwykle trudne, tak, by uchwycić ich sens, piękno języka i kunszt autora, dla mnie więc jest to świetna praca jednego z naszych najznakomitszych pisarzy ostatnich dekad.
Serdecznie polecam nie tylko miłośnikom poezji – przy takiej
prostocie i niemalże ascetycznej formie, a także uniwersalności ludzkiego
cierpienia, zwątpień i uczucia samotności – wiersze Emily Dickinson mogą trafić
do każdego. Przy tym jej wpływ na światową literaturę jest ogromny i
niepodważalny, wielu autorów do dzisiejszego dnia inspiruje się utworami „pustelnicy
z Amherst”.
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki
dziękuję redakcji





