Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SQN. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SQN. Pokaż wszystkie posty

08 sierpnia

08 sierpnia

"Rdza" Jakub Małecki

"Rdza" Jakub Małecki
Tak się składa, że dokładnie rok temu pisałam na blogu o "Dygocie" Jakuba Małeckiego, który wtedy zrobił na mnie spore wrażenie. Teraz jestem po lekturze "Rdzy" i mimowolnie porównuję obie te powieści. Która okazała się dla mnie lepsza?

02 sierpnia

02 sierpnia

153. "Dygot" Jakub Małecki

153. "Dygot" Jakub Małecki


„Dygot”
Jakub Małecki

Wydawnictwo SQN
2017
313 stron

„Mówili, że jego matka to wcale nie matka, ale kochanka, którą okrada z młodości, aby w końcu porzucić ją i wziąć sobie nową. Mówili, że ktoś, kto z zewnątrz wygląda tak biało, musi być w środku czarny niczym smoła. Mówili, że ksiądz na jego widok przeżegnał się i uciekł na drugą stronę ulicy. Mówili, że jest ofiarą eksperymentów, które naziści prowadzili w trakcie wojny na więźniach w obozach koncentracyjnych. Mówili, że każdy, kto spróbuje wątroby białego człowieka, będzie żył wiecznie. Mówili, że jego krew ma cudowne właściwości i potrafi leczyć rany. Mówili, że nic nie je i nie pije, bo nie musi. Mówili, że to szatan we własnej osobie.”

Jakub Małecki, który zadebiutował „Dygotem”, odniósł spory sukces i łatwo wypełnił pewną lukę w polskiej literaturze, tuż u boku Olgi Tokarczuk. Autor, który o naszym przaśnym, polskim poletku potrafi pisać w sposób ocierający się o magię i liryzm to prawdziwa, ale tym cenniejsza, rzadkość. Już wkrótce zostanie wydana „Rdza”, więc postanowiłam nadrobić zaległości, jeśli chodzi o dorobek tego pisarza. Bardzo żałuję, że dopiero teraz, ale - jak to mówił klasyk - lepiej późno niż wcale.

Jan Łabendowicz wraz ze swoją żoną w czasie II wojny światowej pracuje dla Niemki – nie wiedzie im się źle, można nawet powiedzieć, że jak na tamte czasy i sytuację w kraju to wiodą dostatnie, spokojne życie. Wojna się jednak kończy, a ich pracodawczyni musi uciekać przed wkraczającą Armią Czerwoną. Jan, który ma ją odwieźć do granicy z Niemcami, ostatecznie pozostawia ją na drodze i ucieka. Frau Eberl, wściekła i rozgoryczona, rzuca na niego klątwę. Wkrótce po tym na świat przychodzi Wiktor, syn Łabendowicza, który jest odmieńcem o śnieżnobiałej skórze i krwistych oczach.

„Dygot” to saga rodzinna, rozgrywająca się na przestrzeni wielu lat – od wybuchu II wojny światowej do czasów współczesnych, powieść łącząca losy dwóch rodzin, Łabendowiczów i Geldów. Ich dzieje przeplatają się ze sobą, pieczętują przez uczucie niezwykłego chłopca, Wiktora, i dziewczyny, która została oszpecona na skutek wybuchu granatu, Emilii. Fabuła rozgrywa się na tle przemian i dramatycznych dziejów Polski, historia ma wpływ na bohaterów, ale to ich losy są tutaj najważniejsze i stanowią pierwszy plan powieści. Postacie są niejednoznaczne, często skrywają tajemnice, mają swoje słabości, każdy przyciąga uwagę, jest wyrazisty, ciekawie wykreowany.

Książka Jakuba Małeckiego dotyka przede wszystkim problemu nietolerancji, braku zrozumienia dla odmienności, innego wyglądu czy zachowania. Tym bardziej, że akcja toczy się w małej miejscowości, gdzie mieszkają ludzie o ograniczonych horyzontach, którzy wierzą  w zabobony i przesądy, dla których nie ma kolorów pośrednich między bielą a czernią, a dla własnych przekonań gotowi są dopuścić się najgorszej zbrodni. W takiej społeczności przychodzi na świat albinos, chłopiec, który przez swoją odmienność musiał od najmłodszych lat borykać się z brakiem zrozumienia, jawną agresją, wcielonym złem. To bolesna, poruszająca historia, na którą nie można być obojętnym.

Autor po mistrzowsku wymieszał ze sobą wiele gatunków,  w niezwykle udany sposób przeplata się folklor z nowoczesnością, wierzenia i zabobony z historycznymi faktami, magię i liryzm z przaśną, czasami nawet wulgarną rzeczywistością. To robi wrażenie na czytelniku nie mniejsze niż sama fabuła. Powieść mami, wciąga i odurza, ukazuje świat w całej jego brzydocie i występku, ale zostawia też trochę miejsca na urzekające piękno, na miłość i nadzieję. Książka jest realistyczna, czasami naprawdę mocna i brutalna, jednak z drugiej strony znaleźć tu można klątwy, drobne, cudowne zdarzenia. Ogromnie mnie to urzeka i zachęca do tego, by po tak udanym debiucie przeczytać kolejne powieści Małeckiego - „Ślady”, a następnie „Rdzę”, której premiera już wkrótce.

Jeśli więc do tej pory nie przeczytaliście „Dygotu”, a jesteście wyjątkowo łasi na taką literaturę to zapewniam, że będzie to dla Was fascynująca lektura, powodująca wewnętrzne drżenie, dygot i poruszenie.

24 maja

24 maja

133. "Ja.Wersja 2.0" Anna Gruszczyńska, Toon de Kock

133. "Ja.Wersja 2.0" Anna Gruszczyńska, Toon de Kock


„Ja. Wersja 2.0”
Anna Gruszczyńska, Toon De Kock


Wydawnictwo SQN
2017

286 stron


„Motywacja jest jak fajerwerki – szybko wybucha i równie szybko gaśnie. (…)
Dyscyplina jest jak piecyk – nagrzewa się powoli, ale i powoli wystudza.”

Jeśli chodzi o książki motywujące czy wszelkiego rodzaju poradniki jak żyć i się rozwijać, to wzbudzają we mnie niezmienną ciekawość i zainteresowanie, ale z drugiej strony podchodzę do nich bardzo sceptycznie. Chętnie więc, lecz bez wielkich nadziei na zmianę siebie, sięgnęłam po książkę od wydawnictwa SQN, „Ja. Wersja 2.0”.

Pierwsze, co się rzuca w oczy to naturalnie wydanie – zdecydowanie skierowane do kobiet, okładka w mocnych, przyciągających uwagę kolorach. Podobnie jest w środku – mamy tutaj sporą dawkę barw, różnorodnych ilustracji, nawiązań do systemu operacyjnego smartfona. Nic dziwnego, autorzy: Anna Gruszczyńska i Toon De Kock w ciekawy sposób porównują w swoim poradniku nasz umysł do  IPhone'a, brzmi to nowocześnie, intrygująco i w pewien sposób pozwala na uporządkowanie spraw, z którymi chcemy sobie poradzić, które musimy udoskonalić. Jest również sporo miejsca na własne notatki, wśród porad znajdziemy też zadania, nawiązujące do rozdziału i omawianego tematu, więc tak naprawdę my również tworzymy tę książkę.

Przekrój zagadnień jest całkiem spory – od relacji międzyludzkich, przez zdobywanie formy czy zarządzanie własnymi finansami aż po rozbudzenie własnej kreatywności. Według mnie taki szeroki wachlarz przeróżnych kwestii sprawia, że poszczególne tematy omawiane są bardzo ogólnikowo, a takie hasła jak „polub siebie” nie robią na mnie żadnego wrażenia, przez to też mój odbiór samej treści książki jest umiarkowanie entuzjastyczny.

Forma jednak bardzo mi odpowiada - ma w sobie dużo pozytywnej energii, koloru, charakteru, wyróżnia się wśród innych, podobnych tematycznie poradników, daje też możliwość ćwiczeń, zapisków i wszelakich notatek. Dzięki temu poświęcamy jej więcej czasu i uwagi, pozwala nam lepiej zrozumieć samych siebie i to, co jest w nas niedoskonałe, co wymaga "aktualizacji".  Cały proces "odświeżenia systemu", jak piszą autorzy, przebiega stopniowo, mamy świetny wgląd w to, co udało nam się do tej pory osiągnąć, jakie poczyniliśmy postępy, ponieważ pod koniec każdego rozdziału mamy informacje o naszym update'cie i, co mnie bardzo urzekło, jest także miejsce na to, by wypisać pozytywną rzecz, która spotkała nas tego dnia.

Podsumowując - duet Anna Gruszczyńska i Toon De Kock wraz z wydawnictwem SQN stworzyli ciekawy poradnik dla młodych kobiet, które pragną być energiczne, przebojowe i mieć zdrowe relacje międzyludzkie.Na pewno jest w stanie zmotywować czy zainspirować do pracy nad samym sobą, swoim otoczeniem czy finansami, chociaż osobiście podchodzę do tego typu publikacji bez złudzeń, że dana książka jest w stanie zmienić moje życie na lepsze. Jednak jest to zdecydowanie tytuł wyróżniający się ciekawym podejściem i formą, nie stwarza wrażenia poważnej, przesiąkniętej surowym tonem publikacji, wręcz przeciwnie - lekki, kolorowy poradnik, który chętnie się przegląda, uzupełnia i do którego można powracać.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu SQN.

30 grudnia

30 grudnia

93. PRZEDPREMIEROWO "Margo" Tarryn Fisher

93. PRZEDPREMIEROWO "Margo" Tarryn Fisher
"Margo"
Tarryn Fisher
tłumaczenie: Agnieszka Brodzik
311 stron
Wydawnictwo SQN
premiera: 11 stycznia 2017 r.






Fabuła

Margo mieszka w małym, amerykańskim miasteczku, Bone, w starym, rozsypującym się domu, razem ze swoją cierpiącą na depresję matką.Dziewczyna nie ma perspektyw na lepsze życie, szczęście, tym bardziej, że jej relacje z najbliższą osobą są przepełnione bólem i pozbawione prawdziwej bliskości.Pewnego dnia Margo zaprzyjaźnia się z jeżdżącym na wózku inwalidzkim Judah i ta znajomość zdaje się ją zmieniać na lepsze.

Recenzja

Jak byście zareagowali gdyby ktoś kogo znacie traktował swoje kilkumiesięczne dziecko jak worek treningowy?
Co byście zrobili w przypadku gdy matka w okrutny sposób zabija własne dziecko, ale brakuje dowodów by trafiła do więzienia?
A gdybyście wiedzieli, że ktoś czai się by skrzywdzić niewinną osobę?

Takie i inne pytania rodzą się w głowie podczas lektury najnowszej książki Tarryn Fisher "Margo", powieści, która wstrząśnie, poruszy i zaskoczy czytelnika, ale przede wszystkim nie da Wam o sobie zapomnieć...

Jakiś czas temu ukazały się pierwsze, przedpremierowe fragmenty tekstu i krótkie, intrygujące opisy, które na moją wyobraźnię zadziałały bardzo szybko - ogromnie się cieszę, że dane mi było przeczytać ją jeszcze przed premierą, ponieważ nie dość, że powieść okazała się znakomita to w dodatku wywarła na mnie ogromne wrażenie nie tylko jako na czytelniku co na człowieku. Porusza bowiem tak trudne tematy, że nie da się być wobec niej obojętnym.

Autorka stworzyła tutaj niezwykle sugestywny świat małego, zapomnianego miasteczka, gdzieś w Stanach Zjednoczonych, gdzie szara, brzydka rzeczywistość przytłacza i zniewala.Każdy  boryka się z własnymi problemami, a gdzieś wśród tych starych domów i brudnych ulic panoszy się zło.Społeczność Bone jest specyficzna - narkotyki, rozbite rodziny, niechciane dzieci... To miejsce, w którym nikt nie chciałby się znaleźć, a tym bardziej żyć. Marzeniem głównej bohaterki jest wydostanie się z tego toksycznego miejsca, ale nie jest to łatwe.

W Margo czai się ciemność i kiełkuje szaleństwo, po części jest to spowodowane życiem u boku matki-prostytutki, która nie poświęcała jej większej uwagi, trudne doświadczenia ukształtowały jej charakter i dały początek temu, co w niej najgorsze, najbardziej niebezpieczne.Otoczenie, w którym dane jej było żyć pogłębiły jej własne uczucie gniewu na to, co ją spotkało osobiście i na całe zło świata, skierowane przeciw niewinnym.W końcu może stać się tym, czym  sama gardzi, co sama potępia - agresję wymierzoną w siebie i w resztę świata łagodzi tylko obecność najlepszego przyjaciela. Jednak kim ta dwójka tak naprawdę dla siebie jest?

Narrację prowadzi główna bohaterka, co pozwala doskonale zobrazować jej uczucia, plątaninę emocji oraz jej rozwój i zmiany.Budzi w nas współczucie, jednak trudno jednoznacznie ocenić jej postępowanie - dopingujemy jej i mamy nadzieję, że jakoś upora się ze swoimi problemami, na nowo zbuduje swoje życie tak, by zaznać trochę szczęścia.Myślę, że to ogromna zasługa Tarryn Fisher, która stworzyła tę postać w taki sposób by jej nie przekreślać, by dać jej szansę za każdym razem, gdy upada, błądzi i niszczy samą siebie.

Jeśli nie boicie się książek, które są mocne w przekazie, ale z drugiej strony napisane z odpowiednią dawką delikatności, bez zbędnych, moralizatorskich  podtekstów, ze znajomością ludzkiej duszy - zarówno tej jasnej strony jak i tej ciemnej to polecam Wam szczerze "Margo" Tarryn Fisher.Jest to wspaniała, poruszająca powieść pełna smutku i myśli, które jeszcze długo będą się Wam echem odbijać w głowie.Wyjątkowa i zaskakująca - na pewno jedna z ciekawszych premier roku 2017.



Ocena: 5/5

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu SQN




21 października

21 października

77. "Clovis LaFay" Anna Lange

77. "Clovis LaFay" Anna Lange
"Clovis LaFay.
Magiczne akta Scotland Yardu"
Anna Lange

447 stron
Wydawnictwo SQN
2016 r.





Fabuła

Clovis LaFay powraca do Londynu, gdzie spotyka swojego dawnego, szkolnego kolegę, Johna Dobsona i jego młodszą siostrę. Clovis rozpoczyna współpracę z wydziałem Scotland Yardu, zajmującym się sprawami magicznymi, gdzie Dobson został mianowany nadinspektorem.

Recenzja

Naprawdę lubię to uczucie, kiedy po przeczytaniu debiutanckiej powieści mam ogromną ochotę sięgnąć po kolejne dzieła autora.Mam nadzieję, że Anna Lange wkrótce wyda kolejne książki ponieważ jej "Clovis LaFay" to dla mnie świetna zapowiedź kolejnych magicznych historii, które, jestem tego pewna, uwiodą mnie tak samo.

Wiktoriański Londyn, mroczne zakamarki i zawieszona w powietrzu mgła to rewelacyjne, przemawiające do wyobraźni czytelnika tło wydarzeń, niezależnie jaki jest to gatunek literacki. Już sam kontekst intryguje i pociąga, stanowi niebywale obiecujący punkt wyjścia dla wielu wspaniałych historii. W książce Anny Lange mamy właśnie tego ducha epoki, obyczaje i konwenanse, warstwy społeczne i ich moralność czy też zdemoralizowanie. Clovis jest tutaj przedstawicielem arystokracji, ale widać, jak wiele różni go od jego krewniaków, ma zdecydowanie inne poglądy, jest otwarty i nie kieruje się uprzedzeniami.Jego przyjaźń z Johnem Dobsonem, nadinspektorem jednostki wydziału do spraw magicznych, który jest synem pastora, wydaje się właśnie podkreślać niezależność LaFaya jednocześnie wydobywa jego najlepsze cechy charakteru.

Historia toczy się dwutorowo, co wzbogaca akcję i pozwala zgłębić charakter bohaterów, ich postępowanie i decyzje podjęte w dalszych kolejach życia. Poznajemy szkolne losy głównego bohatera i jesteśmy w stanie pojąć jego zagubienie oraz ogromną niechęć do własnej rodziny.Retrospekcje stanowią też ciekawy i naturalny przerywnik między główną akcją powieści, zawiesza czytelnika w gorączkowym stanie, każąc mu spokojnie czekać na dalszy rozwój wydarzeń. Dzięki temu zyskujemy szersze spojrzenie na całość.

Autorka w niezwykły sposób wykreowała w swojej powieści świat magiczny, niby jest to rzeczywistość dobrze nam znana, zgadzają się fakty historyczne, realia epoki, obyczaje, a jednak wszystko to wzbogacone jest przez wymiar magii i czarów, dopracowany w taki sposób, że czytelnikowi nie jest łatwo go opuścić. Anna Lange dostarczyła przy tym odpowiednią dawkę fantasy, kryminału i sensacji, co w rezultacie może przypaść do gustu fanom każdego z tych gatunków.Doskonale poprowadzona fabuła na początku nie jest dynamiczna, jednak daje czas na to by swobodniej odnaleźć się w tym świecie pełnym iluzjonistów czy nekromantów, z każdym rozdziałem nabiera tempa aż do zakończenia, które może przyprawić o szybsze uderzenia serca.

Pisarce należą się brawa także za bohaterów, których powołała do życia na kartach swej powieści - począwszy od tytułowego Clovisa LaFaya, poprzez rodzeństwo Dobsonów aż po mniej znaczące osoby z dalszego planu - mają własne, wielowymiarowe osobowości, niejednoznaczne charakterystyki, ukierunkowane i ukształtowane nie tylko przez pochodzenie, ale także wychowanie czy doświadczenia.To postacie, które łatwo można pokochać i znienawidzić. Ich wzajemne relacje wydają się naturalne i głębokie, zbudowane na solidnych fundamentach wspólnych przeżyć i rozmów.

Ogromnie jestem ciekawa kolejnych książek autorstwa Anny Lange.Mam nadzieję, że nie każe nam na nie zbyt długo czekać. Już teraz wiem, że "Clovis LaFay" zajmie wysoką pozycję wśród moich ulubionych powieści fantasy stworzonych przez polskich autorów - za ten pociągający klimat wiktoriańskiego Londynu i doskonale uchwycony magiczny świat, pełen tajemniczych zaklęć i nekromanckich, mrocznych czarów.

Ocena: 4/5

Copyright © 2016 love, coffee and books , Blogger