Pokazywanie postów oznaczonych etykietą novae res. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą novae res. Pokaż wszystkie posty

25 października

25 października

172. Takie rzeczy to tylko w sanatorium...| "Sanatoryjny romans z inspiracją" Aneta Wybieralska

172. Takie rzeczy to tylko w sanatorium...| "Sanatoryjny romans z inspiracją" Aneta Wybieralska

„Sanatoryjny romans z inspiracją”
Aneta Wybieralska

Wydawnictwo Novae Res
2017
436 stron


„W naszym pięknym, podobno demokratycznym i wcale nie zacofanym kraju – teoretycznie przynajmniej – ciągle jeszcze panuje absurdalny stereotyp, że człowiek to od razu musi być facet. Dopiero potem, po głębszej analizie socjologicznego zjawiska oraz po przestudiowaniu ustawy zasadniczej, czyli Konstytucji RP z zapisem o równości płci, niektórzy dochodzą do genialnego z natury wniosku, że człowiekiem może być kobieta.”

Do książki Anety Wybieralskiej pod tytułem „Sanatoryjny romans z inspiracją” podeszłam bez większych oczekiwań, ale też z małym zainteresowaniem. Nic wcześniej nie słyszałam o tej publikacji, nie wpadłam na nią w księgarni czy gdzieś w rekomendacjach na blogu, a okładka, która czasami daje nam, co prawda niejasne, ale zawsze jakieś wyobrażenie o książce, nie nasuwa w tym przypadku żadnych skojarzeń czy tropów dotyczących samej treści. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że lektura nie była zła, wręcz przeciwnie, zapewniła mi sporą dozę rozrywki i całkiem dobrego humoru.

Główna bohaterka, której imię przez całą akcję powieści nie zostaje wyjawione, to pani w średnim wieku, której jedną z życiowych pasji jest wypoczynek w różnego rodzaju kurortach, pensjonatach, uzdrowiskach i sanatoriach. Ze swoich licznych wojaży po kraju wraca z całą masą przeróżnych anegdotek dotyczących życia podczas takiego wypoczynku.

A dzieje się tam dużo… Liczne romanse, zdrady, przelotne znajomości i cała masa przeróżnych, ludzkich charakterów. A w samym centrum wydarzeń nasza główna bohaterka, która obdarzona jest trafnym zmysłem obserwacji, nieco ironicznym poczuciem humoru i doskonale potrafi te liczne historyjki opowiedzieć. Aneta Wybieralska stworzyła ciekawą, zabawną powieść, którą czyta się naprawdę lekko i bez zniecierpliwienia, to doskonała rozrywka na chłodne i długie jesienne wieczory. Dosyć oryginalnym pomysłem jest sama forma powieści, która pozwala na swobodne przenoszenie się z jednego tematu na drugi, z jednej, pełnej pasji i awantur relacji do kolejnej, nie mniej ciekawej.

Masa postaci, jakie przewijają się przez strony „Sanatoryjnego romansu z inspiracją” to osoby jakby żywcem wyjęte z prawdziwego życia, to ludzie, których spotykamy na co dzień, mijamy na ulicy, czy zdawkowo się witamy, to może być pani Helenka z kiosku, albo pan Włodek z sąsiedniego bloku. To zwyczajni ludzie, których życie, według niektórych, już dawno przestało być barwne i emocjonujące, tymczasem na rzeczonych turnusach dla zdrowia, wyjazdach do uzdrowisk, kiedy wyrwani z własnej codzienności, stykają się ze sobą, przeżywają wiele sercowych przygód, miłostek, dylematów. Autorka przedstawiła nam te wydarzenia w sposób zabawny, ale nie prześmiewczy, z lekkim przymrużeniem oka, z ironią, ale sympatycznie. Dużą zaletą jest tutaj sama centralna postać powieści, która już od pierwszych stron wzbudza w czytelniku same pozytywne odczucia, ta pani w średnim wieku na pewno da się lubić, a jej swobodny i bezpośredni kontakt z odbiorcą tylko ułatwia zagłębianie się w te liczne, interesujące historyjki.

Książka wydaje się być przeznaczona dla starszych osób, którzy dobrze znają owe sanatoryjne przygody, lub którzy w swoim życiu co nieco na ich temat już zdążyli usłyszeć. Sądzę jednak, że może trafić do osób nieco młodszych, którzy lubią tego rodzaju historie, pełne humoru teksty oraz swobodny styl wypowiedzi pisarki. A jeśli wydaje się Wam, że sanatoryjne życie jest nudne i jednostajne, to lektura może Was szybko wyprowadzić z błędu.

20 września

20 września

164. Z ciężkim sercem, ale... | "Arkandel" Katarzyna Bułat

164. Z ciężkim sercem, ale... | "Arkandel" Katarzyna Bułat
„Arkandel”
Katarzyna Bułat

Wydawnictwo Novae Res
2017
152 strony


„Zmrużył oczy i ukłuł ją mieczem swojego spojrzenia.
- Co ty sobie wyobrażasz?- powiedział powoli, oddzielając od siebie wyrazy tak, jakby wcale nie tworzyły zdania, tylko były osobnymi pociskami, z których każdy miał trafić w jej serce. - Co ty sobie wtedy wyobrażałaś?
Przygryzła wargę. Musiał dziś dużo przeczytać.”



Rodzina wyjeżdża na wspólne wakacje, na Riwierę Czarnogórską. Mąż natrafia na rękopis swojej żony - podczas lektury, która wywołuje u niego silne emocje, zmienia swoje podejście do najbliższych.

Zdarza się, że na drodze każdego książkoholika przewrotny los stawia lektury wybitne, znakomite lub zwyczajnie dobre, ale też takie, które są złe, mierne i nijakie. Taką właśnie książką, z grupy tych słabszych, w moim mniemaniu jest „Arkandel” Katarzyny Bułat.

Z tego, co zdążyłam się zorientować to autorka w swojej twórczości częściej sięga po poezję, to zdecydowanie można wyczuć, czytając „Arkandel”, jednak w tym przypadku nie mogę tego uznać za zaletę. Wręcz przeciwnie – styl jest za ciężki, zbyt wydumany, brakuje miejscami pewnej logiki, co łatwo rzuca się w oczy. Długi czas, na przykład, zastanawiałam się jak to jest możliwe, by mocno zranić się o leżący na podłodze nóż? Potraficie to wytłumaczyć? Nie chcę spojlerować książki, ale takich „kwiatków” jest tutaj zaskakująco dużo, jak na tak mały format. Przez większość czasu, poświęconego lekturze dumałam o czym ona tak właściwie jest? Nawet przesłanie, morał czy główny wątek historii nie mogły zrobić na mnie wrażenia, ponieważ nie byłam w stanie uwierzyć w fabułę. A na tym chyba polega zadanie pisarza, prawda? Aby przedstawić nam opowieść, nawet najbardziej niesamowitą, w taki sposób byśmy w pewnym stopniu w nią uwierzyli.

Wielokrotnie trafiałam w tekście na takie perełki stylistyczne jak : „ukłuł ją mieczem swojego spojrzenia” czy „przeżuwaliśmy te rozmowy powoli, powoli – jak zazwyczaj przeżuwają trawę… krowy”. Wszystkie takie zdania zaznaczałam w tekście, ale po pewnym czasie musiałam zrezygnować, bo było tego zwyczajnie za dużo. Nie robi na mnie wrażenia taka nietypowa liryka, wywołuje wręcz odruch natychmiastowego zamknięcia książki, uratowało mnie jedynie to, że powieść jest bardzo krótka, ma zaledwie 150 stron, na szczęście. Większej jej dawki chyba bym nie zniosła...

Kolejnym słabym punktem są bohaterowie – nie wywołują ani sympatii, ani nienawiści czy irytacji – są do bólu obojętni. Nie przekonują mnie ich uczucia, które zmieniają się ze strony na stronę, podobnie jak ich decyzje. Nie widzę także ich cech, których istnienie autorka próbuje wmówić czytelnikowi. Ojciec, który uznawany jest za złego - nie poświęcający swego czasu żonie czy córce, spędza z nimi chwile, z dzieckiem wychodzi na spacer. Odseparowuje się od rodziny tylko przy lekturze książki. Nawet nie wiem, kto tutaj jest główną, najważniejszą postacią, ponieważ żadna nie wysuwa się na pierwszy plan, wszystkie zlewają mi się w jedną, szarą masę, bez widocznych wad lub zalet.

Fabuła w zamyśle chyba miała być zastąpiona przez egzystencjalne rozterki bohaterów, pytania o sens życia i relacje z najbliższymi, ja to doskonale rozumiem, i wiem, że takie książki nie należą do łatwych i przyjemnych, ale bez dobrego warsztatu pisarskiego, bez pewnej spójności czy pomysłu, cała powieść  okazuje się mierna i nijaka. Nadmierne wydumanie, pogłębianie problemów, które ukazują się nam jako drobnostka, to jedna z najgorszych rzeczy w książkach, oprócz nudy i obojętności. Czy polecam? Zdecydowanie nie.
Copyright © 2016 love, coffee and books , Blogger