Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muza. Pokaż wszystkie posty

06 lipca

06 lipca

"Masz to jak w banku" Ryszard Ćwirlej

"Masz to jak w banku" Ryszard Ćwirlej
Cinkciarze, realia końcówki lat osiemdziesiątych, marmurkowe dżinsy, litry wódki - a nad tym wszystkim obrady Okrągłego Stołu i cień przyszłych zmian. Jak w tej mieszance wypada PRL-owski kryminał?


27 czerwca

27 czerwca

"The Wish. Poradnik spełniania marzeń" Bill Griffin

"The Wish. Poradnik spełniania marzeń" Bill Griffin
O czym marzysz? Do czego dążysz? Co jest Twoim największym marzeniem?

Prawdopodobnie w większości przypadków odpowiedź na to pytanie brzmiałaby tak samo - pieniądze, zdrowie i szczęście. Tych trzech rzeczy standardowo życzymy sobie, ale także naszym najbliższym. Co jednak zrobić, by marzenia te stały się rzeczywistością? Czy jedna, mała książeczka może nam w tym pomóc?


01 grudnia

01 grudnia

186. Życie rodzinne Krzysztofa Komedy | "Kumpel. O Komedzie, Zośce i innych" Tomasz Lach

186. Życie rodzinne Krzysztofa Komedy | "Kumpel. O Komedzie, Zośce i innych" Tomasz Lach
Ojciec. Stary. Osoba, na której wsparciu ogromnie nam zależy, której pomoc, obecność i siła mogą być dla nas wspaniałym i niezrównanym obrazem miłości. Autorytet w wielu kwestiach, surowy obserwator naszego życia. Przyjaciel. Kumpel.

02 listopada

02 listopada

175. Warszawa, jakiej nie znacie | "Pogromca grzeszników" Grzegorz Kalinowski

175. Warszawa, jakiej nie znacie | "Pogromca grzeszników" Grzegorz Kalinowski

„Pogromca grzeszników”
Grzegorz Kalinowski

Wydawnictwo Muza
2017
560 stron



„Są ludzie, których trudno przestraszyć, a do nich należał na pewno przodownik Zygmunt Stolarczyk.
-Nie wyjdziesz stąd żywy, frajerze. - powiedział apasz z nożem i splunął pod nogi Stolarczyka.
W służbie od 1915 roku, ochotnik w policyjnym pułku podczas wojny z bolszewikami, zapaśnik i człowiek, któremu nigdy ręka nie drgnęła. Z różnych opresji wychodził, ale teraz było kiepsko, naprawdę kiepsko. Przodownik myślał o tym, ścierając krew z rozbitego nosa i pękniętej wargi.”

Warszawa, lata 30. XX wieku. W brutalny sposób zostaje zamordowana Madame Gala, była prostytutka i burdelmama, jej klientami byli zamożni i wpływowi mieszkańcy stolicy. Rozpoczyna się żmudne śledztwo, dochodzi także do innych, krwawych zbrodni, które łączy alfons-pogrom z 1905 roku. Sprawę prowadzą aspirant  Strasburger oraz przodownik Stolarczyk, a zdarzenia skrzętnie opisuje w „Expressie Warszawskim” ambitny i żądny sensacji, Edward Giez.

Muszę przyznać, że hasło „retro kryminał” natychmiast budzi moje zaciekawienie – połączenie sensacyjnej intrygi z historią to, coś, co przyciąga moją uwagę i w większości przypadków bardzo mi się podoba. Taki nurt doskonale nawiązuje do genialnych dzieł Agaty Christie, które absolutnie uwielbiam i uznaję za niedoścignione wzory idealnych kryminałów. Tym razem postanowiłam przeczytać najnowszą powieść Grzegorza Kalinowskiego, której akcja toczy się w latach 30. ubiegłego wieku, w Warszawie.

Autor stworzył cykl „Śmierć frajerom”, składający się z trzech książek, których sensacyjno-przygodowa akcja również toczy się na początkach XX wieku w stolicy. Seria ta cieszy się dużą popularnością wśród czytelników, ale także wywindowała Kalinowskiego jako dobrze zapowiadającego się pisarza, który świetnie odnajduje się w tematach związanych z historią. Myślę, że „Pogromca grzeszników” tylko tę tezę potwierdza – co mnie ogromnie pozytywnie zaskoczyło, ale także sprawiło, że z jeszcze większą przyjemnością zagłębiałam się w lekturze.



Akcja książki, dziejąca się w czasach II RP, gdy młode i energicznie rozwijające się państwo stara się ugruntować swoją pozycję na arenie międzynarodowej i scalać wielokulturową i wielonarodową społeczność, ma fantastycznie oddany klimat. Podziwiam każdy szczegół, każdy niewielki detal, który sprawia, że ani na moment nie mamy wątpliwości, w jakie czasy przenosi nas autor. Nazwy ulic, cała topografia warszawska, ubiory, obyczaje, dialogi - wszystko to jest jakby żywcem wyjęte z tamtej epoki, dopracowane i przemyślane, by zrobić jak najbardziej pozytywne wrażenie na czytelniku i by jak najlepiej przedstawić opowiadaną fabułę. Kalinowski niezwykle umiejętnie lawiruje również między faktami, prawdziwymi zdarzeniami i ludźmi, którzy naprawdę żyli w tamtych czasach, a tym, co zostało wymyślone w jego głowie, dokąd poniosła go własna wyobraźnia. Razem tworzy to świetnie dopracowaną całość, gdzie różnorodne wątki łączą się ze sobą i scalają fabułę.

Sama intryga, co nieco mnie zawiodło, nie jest mocno rozbudowana, a akcja jest nieco stateczna i typowo w klimacie starych, dobrych kryminałów. Trochę brakuje mi tego zaskoczenia w niektórych momentach oraz mojego samodzielnego wysnuwania wniosków, jednak dzięki temu autor uniknął przesady w drugą stronę – przy takiej ilości pobocznych wątków, bohaterów i informacji można łatwo się pogubić, gdy tropy, wiodące do przestępcy są zawiłe i niejasne. W przypadku „Pogromcy grzeszników” wszystko jest logiczne, trzyma się miarowego tempa, dzięki któremu możemy skupić swoją uwagę na warstwie obyczajowej oraz relacjach między bohaterami.

A postaci jest w tej powieści całkiem sporo – autor przerzuca nas głównie między parą policjantów, prowadzących dochodzenie, a rozpoczynającego właśnie swoją karierę dziennikarza, ale mimo to od czasu do czasu wtrąca innych, bardziej pobocznych, i nie tak ważnych z perspektywy głównego wątku, bohaterów z różnych warstw społecznych. I tutaj muszę również się zachwycić – postacie są różnorodne, zupełnie odrębnie skontrowane, mają swoje wady, zalety, charakterystyczne cechy, własny sposób wysławiania się. Zawsze zwracam na to szczególną uwagę i bardzo się cieszę, że Grzegorz Kalinowski dba o to, by jak najwierniej oddać ludzi, którzy żyli w tamtych czasach.

„Pogromcę grzeszników” serdecznie polecam – jeśli lubicie aurę sensacyjno-przygodową, jeśli kuszą Was gangsterskie historyjki  z mrocznego, ulicznego półświatka przestępców, alfonsów i prostytutek, opowiedziane z fantazją, ale także wiernym odwzorowaniem realiów. Powieść jest także znakomitą gratką dla miłośników historii Warszawy – znajdziecie tutaj na pewno niezapomniany klimat.




Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Muza

13 października

13 października

168. Zbrodnia i kara? | „Trzy dni i jedno życie” Pierre Lemaitre

168. Zbrodnia i kara? | „Trzy dni i jedno życie” Pierre Lemaitre

„Trzy dni i jedno życie”
Pierre Lemaitre

Wydawnictwo Muza
2017
287 stron



„Czuje, że znalazł się w pułapce. Do oczu znów napływają mu łzy. Już po nim. Powinien ukryć ciało, tylko gdzie? Jak?  Gdyby nie zniszczył domku wciągnąłby Remiego na górę, nikt by go tam nie szukał. Rozdziobałyby go kruki. Jest zdruzgotany rozmiarem katastrofy. W kilka sekund jego życie zmieniło kierunek. Stał się mordercą. Te dwa obrazy kłócą się ze sobą, nie można mieć dwunastu lat i być mordercą... ”

Miasteczko Beauval to prowincjonalna, mała mieścina we Francji, gdzie wszyscy się znają, wiedzą o sobie dosłownie wszystko, a największym problemem są planowane zwolnienia w miejscowej fabryce.  Kiedy więc niespodziewanie ginie sześcioletni chłopiec miejscowa społeczność jest wstrząśnięta, rozpoczynają się poszukiwania, a nikt nie podejrzewa, że za tajemniczym zniknięciem stoi dwunastoletni Antoine.

Jak do tej pory literatura francuska nie kojarzyła mi się z kryminałem czy thrillerem, ale na pewno po lekturze najnowszej książki Pierre’a Lemaitre’a to się zmieni, pomimo tego, że „Trzy dni i jedno życie” nieco wyróżniają się na tle innych tego typu powieści w wyżej wymienionych gatunkach. Przez to także ta historia ogromnie mi się spodobała, ucieka nieco spoza ram, jest niepokojąca i niejednoznaczna. Autor jest znany z publikacji takich jak „Koronkowa robota” czy „Alex”, które spodobały się nie tylko rzeszy fanów, ale także zostały docenione i nagrodzone przez krytyków literackich.

Pierwszą rzeczą, która od razu zwraca uwagę czytelnika to na pewno fakt, że brakuje tutaj zagadki, brakuje odkrywania tajemnicy, wyjaśniania i analizy. Już od samego początku dobrze wiemy, co się wydarzyło, znamy mordercę, wiemy jak doszło do zbrodni. To już powinno zepsuć nam zabawę i odebrać przyjemność czytania, tymczasem od lektury nie sposób się oderwać. Pierre Lemaitre intryguje, niepokoi i stawia przed nami różnorodne, niekoniecznie wygodne pytania, na które trudno znaleźć dobrą odpowiedź. Niby sprawa jest prosta – zbrodnia zasługuje na najwyższe potępienie, jednak w pewien sposób ofiarą całego nieszczęśliwego zdarzenia staje się także morderca, dwunastoletni Antoine, przerażony swoim występkiem, przerażony konsekwencjami. Chłopiec, którego spokojne życie kończy się  w tym samym momencie, co życie jego ofiary. W rezultacie całe jego dalsze losy są następstwem tego czynu, to nieustanny strach przed odkryciem prawdy.

Pisarz stworzył także przekonujący obraz małej społeczności, tych drobnych niuansów, konfliktów i powiązań między mieszkańcami Beauval, małego miasteczka, gdzieś we Francji, gdzie obok zwykłego, codziennego życia, pojawia się problem bezrobocia, narastająca frustracja. Lemaitre wnikliwie oddaje także psychikę młodego bohatera, postawionego w niecodziennej, tragicznej sytuacji. Jego dylematy, próby zatuszowania popełnionej zbrodni, ale także liczne intrygi mieszkańców Beauval to są zdecydowanie elementy, które przyciągają uwagę czytelnika. Psychika Antoine’a jest w rozsypce, wiemy, że nigdy już nie zazna spokoju, że będą go dręczyły wyrzuty sumienia i bezustanna obawa przed tym, by jego postępek nie został odkryty, by ktoś nie wpadł na jakikolwiek ślad związany z nim. Czytelnik zastanawia się, czy głównego bohatera spotka zasłużona kara, a czy może dostateczną pokutą nie jest właśnie owa udręka?

„Trzy dni i jedno życie” Pierre’a Lemaitre’a to na pewno godna polecenia pozycja, chociaż podejrzewam, że dla tych, którzy zdecydowanie nastawiają się na kryminalne spiski i niespodziewane wydarzenia, podchodząc do lektury, mogą poczuć się lekko zawiedzeni. Jednak ta książka ma do zaoferowania znacznie więcej, a świetny styl pisarza i moralne dylematy sprawią, że fabuła zaintryguje, wciągnie i na długo jeszcze pozostanie w pamięci.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Muza.

11 sierpnia

11 sierpnia

156. "Szklane Żądło" Bartłomiej Świderski

156. "Szklane Żądło" Bartłomiej Świderski

„Szklane Żądło”
Bartłomiej Świderski

Wydawnictwo Muza
2017
349 stron

„Strumień czasu wypłukuje mroki pamięci, szlifuje brylanty scen, wygładza ukochane tworze aż do postaci nieskazitelnych masek. I wciąż rwie naprzód. Życia nic  nie zmoże, panta rhei. Na dłuższą metę pod prąd płyną tylko łososie.”

Olaf Dziki, biznesman, właściciel luksusowego jachtu, zostaje oskarżony o zabójstwo swojej dziewczyny. Znaleziono ją na pokładzie „Szklanego Żądła”, przykutą kajdankami do łóżka, nagą, śmiertelnie pchniętą nożem, gdy on w tym czasie leży nieprzytomny, z odgryzionym uchem. Dodatkowo Dziki nie ułatwia sprawy policji ani prokuraturze, ponieważ zapamiętale milczy, nie przyznaje się do winy, ale także nie próbuje nikogo przekonywać do swej niewinności. Z czasem wychodzi na jaw prawda o relacji między nim a zabitą kobietą, a grono podejrzanych powiększa się – na pokładzie, w dniu popełnienia przestępstwa, była także poprzednia narzeczona Olafa.

Bartłomiej Świderski, autor „Szklanego Żądła”, dziennikarz i scenarzysta ma już na swoim koncie kilka powieści oraz scenariuszy do seriali, co można także zauważyć w jego sposobie pisania  – książka składa się z krótkich scen, przebłysków, obserwujemy akcję z różnych perspektyw, śledzimy ją w kilku sekwencjach. Jesteśmy błyskawicznie przerzucani w czasie i przestrzeni, tak, jakbyśmy oglądali serial. Narracja jest zmienna – raz historię opowiada Olaf i to z jego relacji, osobistych wrażeń, możemy dowiedzieć się jak wyglądała jego znajomość z Agnieszką, raz towarzyszymy komisarzowi Wyszyńskiemu i wraz z im odkrywamy tajemnicę tego, co wydarzyło się na pokładzie jachtu, poznać możemy także samą Agnieszkę, w czasie przed dokonaną zbrodnią. Całkiem sporo tutaj różnych perspektyw, mnóstwo spojrzeń na tę tragiczną historię, ale tylko w ten sposób obraz staje się pełny, a bohaterowie wielowymiarowi i prawdziwi.

Autor sprawił, że sam wątek śledztwa, prowadzone dochodzenie w sprawie zabójstwa, nie wysuwa się mocno na pierwszy plan, jednak muszę przyznać, że niekiedy te wspomnienia głównego bohatera czy wydarzenia z życia zamordowanej kobiety, dłużyły się i spowalniały tempo akcji, a ta przecież w rasowym, dobrym kryminale musi czasami pędzić jak szalona, by czytelnik nie znudził się, tylko śledził strona po stronie, zdanie po zdaniu z zapartym tchem, gubiąc się we własnych domysłach. Rozwiązanie zagadki także nie jest trudne, ale może to dlatego, że mam już nieco tego typu powieści przeczytanych na swoim koncie i nie jest łatwo mnie zaskoczyć. Chociaż przyznam, że Bartłomiej Świderski w swojej książce niekiedy podsuwa czytelnikowi fałszywy trop, by ten, złudnie nabrał podejrzeń i dostał w niektórych momentach wątpliwości, czy aby jego przypuszczenia są słuszne? Czy dobrze dedukuje, oskarżając daną postać, a nie inną? Jak potoczyły się wydarzenia tamtego tragicznego wieczoru? Dzięki temu można miejscami się nieźle wciągnąć w intrygę i czerpać przyjemność z czytania.

Postacie są całkiem dobrze wykreowane, z uwagi na różnorodną narrację i przebłyski  scen pomiędzy nimi, ich sylwetki okazują się niejednoznaczne, a relacje są skomplikowane. Przykładem jest tutaj związek między Olafem a Agnieszką, który możemy bardzo dobrze poznać, ich erotyczna, perwersyjna gra, nieustannie zbliża się do granicy bezpieczeństwa, jednak mimo to są sobie niezwykle bliscy, potrzebują się wzajemnie. Dialogi są także mocną stroną powieści, są lekkie, niewymuszone, pozbawione sztuczności, a miejscami napisane z humorem czy filozoficzną nostalgią. Osobiście bardzo spodobał mi się opis pracy śledczych, nieco znudzonych policjantów, którzy niejedno już w swoim zawodowym życiu widzieli i niejedno przeszli. Jednak pod dowództwem komisarza Wyszyńskiego są gotowi i zdeterminowani, by rozwiązać zagadkę śmierci Agnieszki Malik.

„Szklane Żądło” to dosyć mocna, męska, a miejscami nawet brutalna, powieść kryminalna, z niebanalnym sposobem prowadzenia fabuły i odkrywania wątków, powiązań i zależności. Z pewną nutą perwersji i szokujących damsko-męskich relacji, gdzie sadystyczna, niebezpieczna gra miesza się z potrzebą bliskości i bezradnością zwichrowanych przez życie ludzi.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Muza
Copyright © 2016 love, coffee and books , Blogger